Witaj w Pracowni Ikon pw. św. Łazarza 

Nie wiem kim jesteś i dlaczego wszedłeś na tę stronę, ale chciałbym spróbować choć na chwilę Cię na niej zatrzymać.

Gdzie się znalazłeś?

Jesteś w pracowni ikonograficznej. W miejscu gdzie próbuje się podglądać niebo przez okno ikony a światło płonącej przed ikoną lampady, zapach tempery, pigmentów... przenosi w świat dawnej i współczesnej mistycznej ikonografii. Każdą z ikon pisze ewangelia, dogmaty, życie i ich przeżywanie.

 

Pracownia powstała w 2009 roku. Obecnie jest ona częścią fundacji IN BLESSED ART, która ma za zadanie pomagać przez sztukę sakralną. Dochód z pracowni jest przeznaczony na cele statutowe fundacji.

W pracowni ikony wykonuje El'azar Hubert Kampa. Inne prace możesz znaleźć na stronie fundacji i fundacyjnego sklepu.

 

Zapraszam do zatrzymania się.

 El'azar Hubert Kampa

Chrystus w pikselu

Elazar Drukuj

DSC 0128

Za 600 metrów snajper i nikomu nie potrzebni żołnierze.
Chrystus w pikselu i sens pracy malarza ikon w strefie wojny.


Przebywając w strefie konfliktu zbrojnego w Ukrainie i nie będąc tu pierwszy raz bo przyjeżdżam od 2014 roku, zastanawiam się nad sensem przyjazdu w takie miejsce. Czemu? Jestem ikongrafem, tworzę ikony. Wydaje się, że mam inną rolę niż wyjazdy. Malowanie ikon i zarabianie tym na swój byt. Czasem poszukiwanie poza kanonami. Dbanie o czystość technologii, kanonu...

W ostatnim czasie widzę wiele sporów twórców ikon. O kanon, o szczegóły, o technikę. O to kto robi lepsze złoto, lepiej cieniuje, prowadzi lepsze warsztaty online, kto był tu pierwszy. Tak. Sztuka taka jest. Prowadzi do sporów. Tylko? Czy sztuka ikonografii bizantyjskiej to tylko sztuka dla sztuki i sławy piszącego? Czy nie mówimy o czymś takim jak powołanie do bycia „ikonopisem” czyli skrybą opisującym Boga kolorami? Czy nie dzieje się tak, że spory o kanoniczność i pierwszeństwo przykrywają prawdę o tym czym jest powołanie do tworzenia ikon?

To bardzo kontrastowe, że do takich pytań dochodzę będąc w miejscu, gdzie na pierwszy rzut oka ciężko o stwierdzenie obecności Bożej. Wjeżdżam do wsi kontrolowanymi przez wojsko blok-postami, gdzie żołnierz może mnie przeszukać naruszając prywatność. W plecaku zamiast broni mam farby i pędzle. Ubrany w oliwkowy mundur z oznaczeniem Chrześcijańska Służba Ratunku. Co kilka dni doświadczam przypominania, że tu jest wojna, przez wieczorne strzelaniny, ostrzały artylerii, trzęsącą się ziemię. Do postawy wzmożonej uwagi stawiają mnie tabliczki „Uwaga Miny” i drogi pozastawiane słupami przeciwczołgowymi, które namalowanymi czaszkami głoszą jedynie memento mori.

No właśnie w takim miejscu doświadcza się tego co nazywamy bezsilnością i trzeba szukać sensu. Podobno gdzie kończy się mój pomysł tam realizuje się Jego. Po co malować tu ikony? Żeby jeszcze jakieś fajne, złocone i dopracowane do ostatniej kreski, cienia i werniksu.
Ale tu nie ma na takie warunków! Więc po co? Po co tu być z pędzlami?

To, że przeprowadziłem tu warsztaty z dziećmi, nie jest jeszcze odpowiedzią na pytanie o sens. Doświadczony latami pracy nauczyciel pokazuje dzieciom jak malować, potem poprawia i tak dzieci mają swoją pierwszą ikonę. Można się poczuć ważnym. O mało co misjonarzem. Ale to dla mnie za płytkie.

Pytanie o sens pędzli pojawiło się kolejny raz w trudnym momencie. Pojechaliśmy dostarczyć leki i dary żołnierzom. Niby nic. Celem było dojechanie tam, gdzie kilka dni wcześniej snajper zabił dwóch żołnierzy jedną kulą. Jestem jakoś przyzwyczajony, że jak dojeżdża się gdzieś do stacjonujących żołnierzy, którzy przeżywają śmierć poległych, to zawsze widać jakieś poruszenie, trudność, smutek w żołnierzach.

Spotykamy się z dwoma żołnierzami. Takiego spotkania jeszcze nie było. Smutek, bezradność, ból czuło się na odległość. Padają krótkie zdania. „Nikt się tymi dwoma nawet nie przejął”. „Nikomu nie potrzebni, oni, ich rodziny…”. Mi gardło ścisnęło tak, że nie potrafię wykrztusić z siebie nic. Patrzymy na siebie bezradnie. Wreszcie pytamy o potrzeby, bo takie chwile bezradne trwają jak wieczność i trzeba je przerwać. Słyszymy nieśmiała prośbę o ciepłe ubrania i termobieliznę. Cichą, bo z jakąś wątpliwością o to co będzie i czy ktoś pomoże. Czasy wolontariuszy się skończyły a wojny niby nie ma.

Wracamy do ośrodka poddenerwowani, smutni, zamyśleni i rozczarowani niesprawiedliwym światem. Próbujemy gdzieś uciec żeby nie myśleć. Ja wreszcie izoluję się wieczorem w pokoju, zakładam słuchawki, puszczam muzykę… Przy utworze „Even When It Hurts”- Hillsong i słowach „Myślę, że przegrałem, lecz będę wielbić Cię” rozumiem, że nie powtrzymam wzruszenia, coś zaraz pęknie.

piksl
I powstało Święte Oblicze w militarnych kolorach i pikselu. Nie kanoniczne, nie standardowe, ze złamanymi zasadami sztuki ikon bizantyjskich. Złamałem kolejny raz tę całą oprawę żeby nie zapomnieć o prawdziwym wnętrzu powołania ikonopisa. Przynosić Boga tam gdzie wydaje się go nie być.

Mistrz nowicjatu, na moje pytanie jaki jest sens iść jako misjonarz tam gdzie nie ma Boga, gdzie ludzie go nie czytają i nie umieją czytać, odpowiedział mi, że „sens jest taki, by zanieść Boga swoją osobą i talentami, takiego jak umiesz, jakiego możesz pokazać, bez obawy co z tym zrobią”.

W 2014 roku po raz pierwszy ikonka „Nie Bójcie Się” jaką wykonałem pod wpływem zobaczonej otwartej Biblii na której kartach były odbite palce umierającego żołnierza, stała się misyjną chwilą przyjętą w batalionie ze łzami.

Więcej o ikonie >>NIE BÓJCIE SIĘ<<

Teraz znów po sześciu latach z poruszenia powstała inna. I może poza kanonami, zasadami, ale z serca i nadziei, że Jego Oblicze nigdy się nie odwraca, nie porzuca a żołnierze z serca ochraniający ojczyznę i ludzi przed grabieżami, niewolą, zabijaniem, nie są sami. 

Ikona trafi na pozycję gdzie zginęli wspomniani żołnierze, do tych, którzy pozostali. 

 

Hubert Kampa

Prezes Fundacji IBA

Ikonograf

Odsłony: 64